Jak większość zauważyła, jest już pełna noc i z niecałym prawie w pełni księżycem...
ta spowita cisza, ta charakterystyczne zimno, które mrozi wieczorami i porankami..
Ale to wszystko, to dzieło naszego Kochanego Boga.
On to wszystko nam dał, nie kto inny..
ważne byśmy o tym, wiedzieli, że Bóg takie rzeczy stworzył
i pomnaża w nas wszystko, co jest dobre i kochane...
Ja wracam tematem kilka dni wstecz...
Jest np. piątek...
mam chrypkę, trudno mi mówić, ale mówię sobie w poniedziałek będę u doktor diabetolog, to mi coś przepisze na to co w płucach się działo.
Tak mijał dzień sobota, ja głupi uparcie twierdziłem, coś takiego..
udam się do diabetologa i będzie ok, ale byłem coraz słabszy w tym, lub we wcześniejszym dniu
zadzwoniłem do przyjaciela Rafała, ale byłem tak słaby i zmęczony, że chwilę rozmawialiśmy
Byłem, tak zmęczony że nie byłem dobrym rozmówcą, a przy tym charczało mi w płucach..
- powedziałem
- Rafał, jak wyzdrowieje, zadzwonię
dwa dni później w niedzielę, stało się nie nieuniknione
rano wstałem, pamiętam tyle że zmierzyłem temperaturę i miałem rano 37,5 później, już nic nie pamiętam...
Z opowiadań Andrzeja
- to byłem nieprzytomny, nie kojarzyłem nic, mi się wydawało, że cały czas śnię, nie byłem wstanie nic zrobić, widziałem same ciemności, jedynie później,
gdy zacząłem się dusić i nosa i ust wylewała się ropa z oskrzeli, to wtedy Andrzej przestraszony, że konam..
wsadził mnie do samochodu i pojechałem, z okresu przejazdu nic nie pamiętam, tylko jak byłem na pogotowiu to pamiętam w tym śnie co byłem, raz obraz był ciemny raz troszkę zamazan.
W jednym z tła wyłoniła się taka scena
ja zakasłałem i wtedy w tym moim śnie odezwał się lekarz, mówiąc
- o jaki straszny kaszel
Byłm pewny ze to sen
ale Andrzej wziął mnie do lekarza, na pogotowie bo było źle..
Andrzej mówił że odpowiedziałem lekarzowi, jaką temperaturę miałem, powiedziałem 37,5 stopnia rano
jednak lekarz zmierzył mi i miałem 38,5 tym nie dotykowym termometrem.
on zaniża temperaturę według lekarzy miałem niecałe 41,8 lub 9 kresek, tak więc byłem strasznie złym wstanie, że jakoś chodziłem jak we śnie lunatykowałem ale nie pamięta się nic z tego..
I zapadła diagnoza
- bardzo ostre zapalenie oskrzeli!!!
dostałem zastrzyk, pełno przepisanych leków do domu, jak stan zdrowia, bardziej pogorszy się to koniecznie szpital.
Była godzina 20.30..
świadomość zaczynałem odzyskiwać około 3 w nocy po 2giej w nocy Andrzej przebudził się i ja, zapytałem
- czy ja byłem w Szpitalu??
Andrzej odpowiedział
- tak
teraz powoli wszystko kojarzyłem, oprócz tego dnia, czyli 8 września...
prawie umarłem, ale żyję
zadzwoniłem po kilku dniach do Rafała gadałem z nim, ale siły wracały powoli
tak wyglądało moje życie w czasie choroby..
ciąg dalszy nastąpi to nie wszystko jeszcze trochę jest niespodzianek w moim życiu..
dziś wspaniale mi szła modlitwa od jednej pary która emanowało dobro i miłość małżeńską..
wspaniale było, zaraz zadzwonię do Rafała, jak nie śpi
cdn...
Komentarze
Prześlij komentarz